Skanowali kolejny schron w Kamiennej Górze

W dniu 11 września br. odbyło się skanowanie kolejnego schronu w Kamiennej Górze. Badacze eksplorowali dawny niemiecki schron przy ul. Wiejskiej. Znajduje się tam ok. 400-metrowy chodnik sztolni Brodno – Breitenau.

Prace poprzedził briefing prasowy z udziałem Krzysztofa Wojtasa z grupy Sudety.pro, Rafała Gieronia i Tomasza Orzechowskiego z Tour3D, a także przedstawicieli Wydział Promocji i Polityki Społecznej w kamiennogórskim ratuszu. Podczas briefingu omówiono wnioski, jakie pojawiły się po ostatnim badaniu podziemi pod górą Widok przy ulicy Jedwabnej.

Prawdopodobnie podczas II wojny światowej obiekt pełnił funkcję schronu przeciwlotniczego. Podczas eksploracji podziemia zostaną zeskanowane. Po wykonaniu serii zdjęć sferycznych powstanie wirtualny odpowiednik tego obiektu. Będzie można go zwiedzać na ekranie komputera lub telefonu komórkowego.

Prawdopodobnie to ze sztolnią Brodno mogą być związane wstrząsające wspomnienia więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, którzy do Kamiennej Góry trafili podczas dramatycznej ewakuacji w 1945 roku. Ich relacje przypomina miesięcznik „Odkrywca”.

Aharon Beilin, były więzień Oświęcimia, podczas procesu Adolfa Eichmanna przywołał epizod mający związek z Kamienną Górą: „Gdy przechodziliśmy przez Landeshut na Dolnym Śląsku wepchnięto nas po zmroku do potężnego schronu. Przy jego wejściu było napisane: »Wstęp wzbroniony z rozkazu policji«, lecz zauważyliśmy tę tabliczkę dopiero następnego ranka. Były to rozległe podziemia przypominające wielki labirynt rozchodzący się na wszystkie strony. (…) Pół godziny po wpędzeniu nas do podziemi, wąskie drzwi zostały zamknięte i zablokowane. Niedługo później poczuliśmy, że zaczyna brakować powietrza i powoli dusimy się. Najgorzej miała grupa więźniów w głębi schronu, najbardziej oddalona od wejścia. Podziemia stopniowo wypełniały się gwarem, jękami, a w końcu przerażającym krzykiem, rozpaczliwym wołaniem o życiodajny tlen. SS-mani oczywiście nie reagowali. Otworzyli drzwi dopiero o 6, następnego ranka. (…) Wyciągnęliśmy ze środka około 1000 ciał. Koszmarnie powykręcanych nagich szczątków, w nienaturalnych pozach przedśmiertnej agonii duszących się ludzi. Wielu skonało na kolanach, z ustami przy betonowej posadzce (…). Kiedy wynieśliśmy już wszystkie ciała, widziałem jak przybył na miejsce oficer policji. Słyszałem jak ów porucznik miał pretensje do niego: » jak śmiałeś umieścić ludzi w obiekcie, do którego wstęp był jednoznacznie zakazany przez władze« grzmiał wyraźnie wzburzony. Niewzruszony SS-man, odpowiedział z uśmiechem: »Poruczniku to są tylko Żydzi«. Kłamał, ponieważ wśród ofiar było wielu Polaków, Niemców i Czechów, nie tylko Żydów, lecz dla nich było to zapewne bez znaczenia”.

Podobnie brzmią zeznania Romana Granowskiego, który podczas marszu ewakuacyjnego znalazł się w tym samym miejscu i czasie co Aharon Beilin: „W styczniu 1945 roku w Kamiennej Górze zostaliśmy zapędzeni na drogę gorszej klasy przebiegającą tuż nad potokiem. Po lewej stronie znajduje się dość wysoka góra. Było to już na peryferiach Kamiennej Góry. Załoga eskortująca nas – SS-mani – postanowili abyśmy nocowali w tunelu, który nie był przebity do końca, bez drugiego wylotu. Zauważyłem chyba majstra z organizacji Todt, który jakby się opierał SS-manom przed wpuszczeniem nas do tego tunelu, jednak SS-mani nakazali nam do niego wejść. Po krótkim czasie przyniesiono nam zupę z filii obozu Gross- Rosen, znajdującego się w Kamiennej Górze. Wyszliśmy na pole tuż przed tunel, a ja po wypiciu zupy odniosłem wraz z innymi kolegami kocioł. Niemcom nie chciało się wracać, pozostawili nas pod strażą w baraku dla robotników przymusowych. Ok 4-5 rano zbudzono nas, że w tunelu ludzie się duszą. Popędzono nas pod tunel, a ja po pewnym czasie i jeden Holender, jako umiejący obchodzić się z aparatami tlenowymi, weszliśmy z lampami do tunelu i wyciągaliśmy kogo jeszcze można było – razem kilkadziesiąt osób. Nie wiem dokładnie, ale chyba od kilku do kilkunastu kolegów udusiło się, względnie potem umarło”.

Podobną tragedię relacjonuje więzień AL Landeshut Antoni Grządka: „Oglądaliśmy z przerażeniem przeciągające gromady ewakuowanych więźniów z Auschwitz i innych obozów położonych na wschód od nas. Widzieliśmy jak wpędzano te gromady na noc w lochy wyżłobione w pobliskim zboczu wzgórza, skąd po każdym takim noclegu wynoszono kupy trupów uduszonych brakiem powietrza”.

Świadkiem wydarzeń był również Artur Jurand: „Jako więzień Auschwitz znalazłem się w marszu ewakuacyjnym w waszym mieście. Gdy noc zapadła, Niemcy zapędzili całą naszą kolumnę (około 1000 więźniów) do podziemnego korytarza nieczynnej wtedy kopalni jakichś minerałów, pozostawiając paru wartowników przy jedynym wejściu do tego korytarza. Z powodu dużej liczby więźniów i jednocześnie braku odpowiedniej wentylacji w tym korytarzu, około północy zaczęliśmy się dusić z powodu braku tlenu. Opuścić kopalni nie mogliśmy, bo SS-mani pilnowali wyjścia. Wnet po wschodzie słońca zostaliśmy wypuszczeni na zewnątrz, (…) około 250 więźniów, okazało się, poległo w tym korytarzu z powodu uduszenia”.

Share

Zobacz również

Leave a Reply