Rocznica pożaru wieży bazyliki

Zapraszamy do zapoznania się z historią pożaru jednej z wież krzeszowskiej bazyliki.


22 października 1913 roku – był dniem jak każdy inny. Środowy poranek nie zapowiadał niczego tragicznego, na wieży północnej kontynuowano tego dnia typowe prace lutownicze. Ani pracownicy, ani nikt inny nie spodziewałby się, że użytkowanie piecyka lutowniczego może wiązać się z takim zagrożeniem. Nieuważność, lub zwyczajny przypadek spowodowały tragedię. Piecyk przewrócił się. Gorące, strzelające płomienie padały zarówno na nagromadzony przez kawki chrust i na suche belkowanie. Mocny wiatr rozniecił małe ognisko pożaru z taką siłą, że prędko zajęły się rusztowania, a jasne płomienie objęły cały hełm wieży.

Około 9.45 zauważono dym i postępujące płomienie na wieży. Natychmiast rozpoczęto akcję ratunkową. Telegraficznie powiadomiono wszystkie okoliczne jednostki straży pożarnej. W całym powiecie kamiennogórskim rozległ się ryk syren, ale nie było pompy zdolnej gasić ogień na tak dużej wysokości. Płonęła 21 metrowa konstrukcja hełmu, wyłożona miedzią, pod którą znajdował się szkielet z prawie 200-letniego, doskonale wysuszonego drewna. Konstrukcja schodów wykonana była również z drewna, a całość znajdowała się w kamiennej obudowie, tworząc komin, podsycający płonący hełm. Niedawno pozłocony anioł z sercem Jezusa stojący na szczycie wieży, wykonany był z mocnej blachy miedzianej. Nagle utracił swoją podstawę i przechyliwszy się, uderzył z impetem w dach nawy kościoła. Przebił parę krokwi i zatrzymał się na ceglanych sklepieniach kościelnych. Jednak obsunął po nich i uderzył z hukiem w ziemię, gdzie prawie zabił strażaków. Wspaniały dzwon Emanuel również spadł z wieży, rozbijając się na 33 większe kawałki. Prace gaśnicze zakończyły się zasadniczo tylko dlatego powodzeniem, ponieważ przybyli ochotniczy strażacy z Sobięcina koło Wałbrzycha. Odcinek ok. 30 km pokonali w półtorej godziny. Zaprzęg 10 koni przywiózł pompę parową, zdolną dosięgnąć hełm wieży. Łącznie w akcji brały udział 52 pompy wodne. Dopiero wczesnym, czwartkowym porankiem przed 5 rano, ostatecznie ugaszono pożar. Płonące elementy wieży spowodowały szereg pożarów w samym Krzeszowie. Do fundamentów spłonęły domy rodziny Paatsch i stolarza Güttlera. Murarzowi Schubertowi płomienie strawiły stodołę, a kupcowi Ulber spłonął cały zapas towarów. Także linia telegrafu, która była obok kościoła, upadając uległa zniszczeniu. Kiedy wieczorem ponownie zaczął wiać mocny wiatr staniała duża obawa, że może zająć się ściółka leśna. Do pożaru lasu na szczęście nie doszło.

Straty oszacowano na 100 000 marek. Wieża została prowizorycznie zabezpieczona płaskim daszkiem. W 1914 r. wybuchła I wojna światowa, dlatego parafia nie miała pieniędzy i możliwości, żeby chociażby myśleć o odbudowie hełmu. Dopiero po przybyciu benedyktynów do Krzeszowa w 1919 r., podjęto inicjatywę rekonstrukcji wieży. Dostarczeniem potrzebnych pieniędzy na budowę zajął się opat Albert Schmitt, wyjeżdżając w podróże i konferencje, w trakcie których zdobywał potrzebne środki. Benedyktyn, ojciec Martin Tschichoflus głosił liczne kazania i wykłady o krzeszowskiej wieży i zbierał ,,cegiełki” na obudowę hełmu w dalszych powiatach Śląska. Część kosztów poniosła rejencja legnicka, ponieważ była do tego zobowiązana umową z dnia 20 listopada 1922 r.

Elementy konstrukcyjne hełmu wykonywano i montowano na ziemi, w pewnym oddaleniu od kościoła. Były to łąki na północ od opactwa, w stronę Kamiennej Góry. Budowano konstrukcje wysokie na ok. 5 metrów, a następnie drewniane elementy rozmontowywano, przewożono i wciągano na wieżę. Tam ponownie je składano i przymocowywano do wylewki betonowej. Ostatnim etapem było przykrycie całości blachą miedzianą. Już dnia 3 sierpnia 1930 r. obchodzono zawieszenie wiechy. Z tej okazji przemówienia wygłosili opat, kierownik budowy i radca budowlany Stolterfoth. Przed portalem kościoła ustawiono ponad 2 metrowego, pozłacanego anioła, który potem został wciągnięty na szczyt. wieży. W jednym z miejsc w hełmie budowniczy umieścili tablicę pamiątkową (zachowaną do dziś) na której wymieniono następujące nazwiska:

MEISTER (majster): B. Pueschel mr (starszy) B. Pueschel jun (młodszy)
GESELLEN (czeladnicy): A. Paschel A. Lepppin E. Konnopasch T. Eitrich H. Boter
LEHRUNGE (praktykanci): S. PueschelH. JungeH. Selbt E. Menssen 1930.

W dniu 11 lipca połączono święto św. Benedykta z poświęceniem wieży, po którym dekarze wykonywali jeszcze kosmetyczne prace, stopniowo zdejmując rusztowania. Jako „uzupełnienie” prac na wieży była fundacja 7 nowych dzwonów w 1935 r. Prace przy odbudowie wieży północnej nie były jedynymi, które prowadzili benedyktyni w Krzeszowie. Czarnym mnichom zawdzięczamy nową konstrukcję dachu mauzoleum, odkrycie i odnowienie fresków w kościele św. Józefa czy renowacja fasady kościoła mariackiego w okresie II wojny światowej. Ich działalność doskonale wpisywała się w nurt konserwacji, które prowadzi się przecież po dzień dzisiejszy z pomocą środków unijnych. Troskę o europejską perłę baroku przejmują nowe pokolenia, dbając o zachowanie jej dla potomności. Można mieć nadzieję, że w przyszłości dzwony także powrócą na krzeszowskie wieże, których brzmienie żywych zwołuje, zmarłych opłakuje, pioruny kruszy.

Równe 107 lat temu straciliśmy 21-metrową konstrukcję hełmu wraz ze szkieletem, ale także przepiękne drewniane schody i dzwon Emanuel, który spadł z wieży, rozbijając się na 33 większe kawałki. Wieża odbudowana została 17 lat po tym wydarzeniu. Dziś można ją zwiedzać w ramach Trasy Rozszerzonej – wewnątrz jednak nie zobaczymy już drewnianej konstrukcji, zabytkowych schodów, ani żadnego z dzwonów. W załączniku przesyłam zdjęcia z naszego archiwum do wykorzystania.

Info/foto: Europejska Perła Baroku

 

Share

Zobacz również

Leave a Reply