Controlled Collapse (muzyka)

Recenzja: Controlled Collapse |post-traumatic.stress.disorder| (muzyka)

Skupiając się tym razem na analizie polskiej, elektronicznej sceny muzycznej, przede wszystkim tej alternatywnej, naznaczonej industrialem, którego dźwięki oscylują wokół szyldu dark independent, zauważymy, że mało jest wykonawców próbujących swoich sił w brzmieniach o takiej stylistyce. Do tych nielicznych, którzy robią to jeszcze z powodzeniem i na wysokim poziomie, należy łódzka formacja o nazwie Controlled Collapse, założona w 2003 roku przez Wojciecha „kr-lika” Króla – głównego kompozytora, tekściarza i wokalistę zespołu, pierwotnie istniejącego jako solowy projekt, którego ramy z czasem zostały poszerzone o trzy osoby: perkusistkę Paulinę Lewek, gitarzystę Kubę Sawickiego oraz klawiszowca Marka Smolskiego. Najświeższym owocem współpracy wspomnianych artystów jest czwarty w ich dyskografii pełnowymiarowy album zatytułowany „|post-traumatic.stress.disorder|”. To właśnie na temat tego dzieła spiszę tutaj swoje dogłębne przemyślenia. Nie będą to bynajmniej przemyślenia wskutek zespołu stresu pourazowego, jakiego można byłoby doznać po przesłuchaniu owego wydawnictwa, o czym delikatnie sugerowałby tytuł. Choć jego również nie omieszkam tu omówić, ale szerzej nawiążę do niego jeszcze w późniejszym akapicie niniejszej recenzji.

Jak nadmieniłam we wstępie, grupa w swoich dokonaniach skupia się w dużej mierze na podszeptach kultury dark independent, charakteryzującej się mrocznym i dusznym klimatem przesyconym zimnym oraz złowieszczym brzmieniem podchodzącym niemal pod gotyk, a także warstwą liryczną odkrywającą najciemniejsze zakamarki naszej duszy. Nie inaczej jest zatem na najnowszym longplayu Controlled Collapse. Już przy otwarciu albumu zostajemy postawieni w stan wysokiej gotowości, aczkolwiek odsłuchanie dwóch pierwszych jego kawałków może okazać się dla odbiorców trochę mylące. Oczywiście są to klasyczne dla tej ekipy nagrania z silnym posmakiem industrialu i elektronicznie wygenerowanym, twardym beatem, szczególnie odzwierciedla to drugi numer, |burn.the.bridges|, z niepokojącą linią melodyczną, wzmocnioną nadto metalowym uderzeniem, chyba najsilniej wyczuwalnym na całej płycie. Wsłuchując się jednak w dalszą część albumu, zauważymy, że nie wszystkie utwory utrzymane są w podobnej tonacji. Im dalej zmierzamy, tym jest nieco przystępniej. W |lust|, pierwszym wydanym z płyty singlu, wychwycimy bowiem już bardziej klubowe dźwięki z typowo tanecznym dla nich beatem. Ale to nie wszystko, co utwór sobą reprezentuje. Żeby nadać mu potęgę, przybrudzono go porywistą gitarą i agresywnym, przeszywającym wokalem przeplatanym żywo zagraną perkusją. Efekt tego połączenia, trzeba przyznać, fenomenalny! Nic więc dziwnego, że wybrano tę pozycję na pierwszy singiel promujący krążek. W moim odczuciu jest to jeden z najlepszych kawałków na „Post-Traumatic Stress Disorder”. |does.it.hurt.to.be.alone| i |simple.story| są natomiast kompozycjami najbardziej zharmonizowanymi na omawianym tu wydawnictwie (plus ostatnia pozycja, o której opowiem za chwilę), odrobinę stonowanymi, co pozwala słuchaczom zaczerpnąć w tych miejscach głębszego oddechu. Przystępny i wpadający w ucho zdaje się także |memories|. To dość nośny, przebojowy kawałek, zgrabnie ubrany w melodyjne partie klawiszowe z nutką popowej chwytliwości. Każdemu, kto lubuje się w szeroko rozumianej elektronice, piosenka ta powinna przypaść do gustu. Przed nim znajdziemy też kolejny interesujący numer, czyli |disgrace|, ze schematycznym, wręcz wzorcowym dla dark electro brzmieniem ubarwionym wybornymi gitarowymi riffami nadającymi utworowi dystynktywnego zabarwienia, co zaopatruje go w intrygującą strukturę, doskonale współgrającą z tłem kreowanym przez masywne samplery.

Wyraźniejsze industrialne uderzenia oraz brudny sound można napotkać jeszcze podczas odsłuchu następnych numerów, m.in. w |lie!| i |adios|. W pierwszym z wymienionych trudno nie zwrócić uwagi na elektronicznie przetworzony wokal. Takiego przesterowanego wokalu częściej mogliśmy posłuchać na poprzednich krążkach Controlled Collapse. Wprawdzie odpowiednio zmodulowany wypada w obranej stylistyce naprawdę przyzwoicie, to może jednak lepiej, że tutaj go mamy mniej, zważywszy na ciekawą, naturalnie chrapliwą i zarazem hipnotyzującą barwę głosu wokalisty, która również bez przesteru świetnie komponuje się z pobrzmiewającymi, rozedrganymi elektro-dźwiękami. Więcej niż przekonująco prezentuje się też owiany tajemniczą aurą elektroniki pomieszanej z rock’n’rollem drugi wymieniony powyżej – |adios|, ten z gościnnym udziałem Wojtka Szczawińskiego, dzięki któremu utwór wzbogacony został w mięsistą linię basu. Grzechem byłoby nie wspomnieć o drugim singlu reprezentującym „P-T.S.D”, a mianowicie |unhappy|, niewątpliwie, równie jak inne pozycje, zasługujący na wyróżnienie, standardowo kipiący elektroniką, mocno gitarowy ze znakomitymi wstawkami perkusyjnymi – kapitalny kawałek, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Ogromnym, pozytywnym dodam, zaskoczeniem była dla mnie ostatnia, wcześniej wspomniana, dwunasta aranżacja na płycie, |loop|, która swoimi spokojnymi, fortepianowymi taktami, tym razem pozbawionymi elektronicznego szumu, znacznie odbiega od ogólnej stylistyki krążka, zahaczając niemal o ambient i stanowiąc tym samym ciekawe zakończenie zestawienia „P-T.S.D”.

Jak widać, zespół tworząc kompozycje na nowy album, postawił na różnorodność i żonglowanie nastrojami, co jest oczywiście plusem, gdyż dzięki temu nie zakrada się do niego monotonia czy przewidywalność. Przeważają tu jednak zdecydowanie dynamiczne piosenki, mocno wciągające, z odpowiednio wyważoną porcją mroku oraz industrialnej wrzawy. Całość wydaje się przemyślana i spójna. Syntetyczne, industrialne melodie, a także brudne bębny wraz z ostrymi partiami gitarowymi tworzą nie tylko mroczną poświatę, ale uzupełniają nagrania tam, gdzie słowa są zbędne. Album co prawda ma przez to gęstą atmosferę, lecz podobnie jak wcześniejsze wydawnictwa CC zostawia też miejsca na wytchnienia, efektem czego nie jest tak trudny w odbiorze. Porównując recenzowane tutaj dzieło łodzian z ich poprzednimi, trudno nie zaobserwować progresu, jaki w nim nastąpił, zarówno pod względem muzycznym, jak i produkcyjnym. Controlled Collapse wydając ostatni album, bezsprzecznie wyznaczył nowy poziom brzmieniowych standardów, w swojej klasie podnosząc muzyczną poprzeczkę niesamowicie wysoko. Powracając do tytułu longplaya… Post​-​Traumatic​ ​Stress​ Disorder (PTSD) w przełożeniu na język polski, jak napomknęłam na początku, oznacza zespół stresu pourazowego. Dotyka on na ogół uczestników wypadków bądź osoby po traumatycznych przeżyciach, w tym przypadku jest podobnie, tyle że nie odnosi się to bezpośrednio do wypadków czy niefortunnych zdarzeń i związanej z nimi traumy, ale do miłości, tej skomplikowanej, karkołomnej i przepełnionej bólem, rozterkami oraz burzliwymi relacjami, do których ona doprowadza, a także do trudności przeżytych w ciągu ostatnich lat. I o tym wszystkim opowiada nam pełna krzykliwych emocji warstwa tekstowa. Tytuł jest również odzwierciedleniem nastroju, jaki ogólnie panuje na płycie.

Podsumowując powyższe rozważania…

Nie da się ukryć, że Controlled Collapse swoim nowym wydawnictwem prezentuje nam wysoce kompetentną produkcję – taką, która z powodzeniem może ubiegać się o szczytne miejsce w kanonie muzyki dark/idustrial electro. Nie bez powodu więc zespół uznaje się za jeden z najbardziej wziętych wykonawców tego nurtu muzycznego. Kapela bowiem już w ubiegłych latach została dostrzeżona za naszą zachodnią granicą, skąd wywodzą się najwięksi pionierzy alternatywnej elektroniki. A zatem jej miłośnicy, zwłaszcza ci spod znaku dark independent, bezapelacyjnie powinni zaopatrzyć się w najświeższą propozycję łodzian. Elektronika w wykonaniu Controlled Collapse, odziana w cierniste gitary, żywiołowe bębny oraz gniewliwy śpiew zdecydowanie przenika do szpiku kości. Szkoda tylko, że taki metalowy monolit finezyjnie scalony industrialnym, brzmieniem sampli i syntezatorów stanowi raczej niszę na rodzimym rynku muzycznym, co zbytnio nie pozwala formacji z Łodzi wybić się na niej wysoko i osiągnąć sukcesu. A ten za doskonale opracowany materiał bez wątpienia się jego twórcom należy. Grupa nadal więc dąży do tego, aby zaistnieć w szerszej, muzycznej świadomości Polaków, niewykluczone, że wraz z najnowszą płytą uda im się to w końcu uzyskać. Zwłaszcza że mieszanina industrialnej elektroniki z mocno rockowymi gitarami okraszonymi melancholijnym gotykiem robi naprawdę imponujące wrażenie. Oby tym razem muzykom się powiodło. Polecam wobec tego sięgać po ich twórczość i rozpowszechniać ją dalej, by zdobyła ona możliwie jak największe grono wielbicieli.

Ocena 5.5 / 6
Kamila Świeży / wybieramkulture.pl

Udostępnij:
Share

Related posts

Dodaj komentarz